|
|
<
|
Maj 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
1
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
|
7
|
8
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
|
14
|
15
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
|
21
|
22
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
|
28
|
29
|
30
|
31
|
|
|
|
|
niedziela, 13 kwietnia 2008
REAKTYWACJA
Ciąg dalszy tego bloga na rowertep2. Zapraszam.

poniedziałek, 27 czerwca 2005
DO KONSTANCINA
Data: 26 czerwca 2005
Trasa: 52 km
Skład: Kasia, Magda, Mariusz, Tomek, Dawid
Nareszcie udało się zebrać chętnych na dłuższą wycieczkę. Umówiliśmy się o 11-ej w niedzielę koło sympatycznych, różowych jelonków. Tylko Mariusz miał dołączyć na trasie. Kilka minut po jedenastej zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i byliśmy gotowi do drogi.

Ruszyliśmy ścieżką rowerową znad Wisły w kierunku Agrykoli, gdzie czekał nas podjazd do placu Na rozdrożu. Przyznam, że dziewczyny zaskoczyły mnie tempem, w którym pokonały to niemałe wzniesienie. Na górze czekał nas odpoczynek podczas sesji zdjęciowej z krówkami:)
  
Za łazienkami można było rozpędzić się na zjeździe ul. Belwederską. Na trasie w kierunku Wilanowa dołączył do nas Mariusz. Od tej pory jechaliśmy już w piątkę. Za Wilanowem jechaliśmy w kierunku Powsina, jednak by uatrakcyjnić wycieczkę odbiliśmy w lewo do jeziorka Powsinkowskiego (tak jak podczas wycieczki "szlakiem kaczek") i dalej tak jak "szlak kaczek" aż do wału nad Wisłą. Tu jednak zostawiamy ten szlak i wzdłuż wału jedziemy w prawo. Słońce, śpiew ptaków i wiejskie klimaty... tego mi brakowało.
 
Po drodze trafiła nam się nie lada gratka...

pyszne wiśnie prosto z drzewa. Kradzione nie tuczy i jak smakuje! Gdy odjeżdżaliśmy wisienką zajęła się kolejna grupka rowerzystów :) Biedny gospodarz!
Teraz przed nami najtrudniejszy i jednocześnie bardzo malowniczy fragment wycieczki po wale wzdłuż rz. Jeziorki.

Z coraz bardziej obolałymi tyłkami docieramy do Konstancina i dzięki wskazówkom przechodniów dojeżdżamy do deptaku przy tężni solankowej i knajpki, w której posilamy się, popijamy piwko i wcinamy lody. Po 38 kilometrach wszystko smakuje wyśmienicie. Miło się siedzi, ale czas wyruszyć w drogę powrotną przez Powsin na Ursynów. Nasze tyłki nie wjeżdżone w siodełka odczuwają każdą nierówność, nie psuje to jednak naszego nastroju. Już myślimy o kolejnej wycieczce.
Ja, Magda i Mariusz kończymy wycieczkę na Ursynowie, ale Kasia i Tomek (nie mylić z tymi z serialu:) muszą jeszcze pokręcić kilkanaście kilometrów. Z Magdą mieliśmy też wracać na Grochów, ale wizyta u rodziców skończyła się spacerem po Starówce, gdzie na rynku można było podziwiać niecodziennych rowerzystów.
WIANKI
Data: 25 czerwca 2005
Trasa: 19 km
Skład: Dawid
To SKANDAL!!! Ponad miesiąc nie jeździłem na rowerze:///
Sobota minęła leniwie, ale wieczór w Warszawie zapowiadał się ciekawie. Na podzamczu m.in. koncert Pudelsów. Niestety okres sesji nie pozwolił na zebranie większej ekipy, więc umówiłem się z Tomkiem na piwo. Wreszcie była okazja by wsiąść na rower. Przejażdżka była symboliczna bo w sumie 19 km z trzygodzinną przerwą nad Wisłą. Była to jednak dobra rozgrzewka przed szykującą się na niedzielę wycieczką. Miałem też okazję nacieszyć wzrok widokiem zachodzącego słońca i uwiecznić go na aparacie, który od teraz będzi mi towarzyszył podczas wypadów rowerowych..

Powrót ścieżką rowerową wzdłuż Wisły to był koszmar. Lawirowanie pomiędzy tłumami spacerowiczów i ostre hamowania. Kogo obchodzi, że idzie po ścieżce rowerowej? Chyba tylko tego kto dostanie kierownicą pod żebra lub jego palce u nogi spotkają się z bieżnikiem opony. Na szczęście nie doszło do tego:)
poniedziałek, 23 maja 2005
NAD JEZIORO TORFY
(znów Mazowiecki Park Krajobrazowy)

Data: 21 maja 2005
Trasa: 67 km (78 km Tomek)
Skład: Tomek , Dawid
Nadszedł kolejny weekend. W planach była niedzielna wycieczka do Zalesia Górnego, ale z różnych przyczyn znów trafiłem do MPK.
O 6 rano w sobotę wstałem na giełdę kwiatową :( buuu, ale przynajmniej teraz mam super kwiatki na parapecie:) Po 11-ej trochę niewyspany i spóźniony spotkałem się pod moim blokiem z kolegą. Ponieważ najpóźniej o 17-ej musiałem być w domu miała być to tylko spokojna przejażdżka po MPK. No tak, ale na wycieczkę wybrałem się ze starym kompanem Tomkiem, a my dwaj plus rowery to mieszanka wybuchowa:) Potrafi nam spalić bezpieczniki i pada instalacja rozsądku w naszych głowach, czego skutki trudno przewidzieć. Pokazując Tomkowi na mapie skromny plan na dzisiejszy dzień nieopatrznie wspomniałem, że kiedyś jak będzie więcej czasu chciałbym pojechać nad jezioro Torfy (sam skraj mojej mapy). Nie musiał mnie długo przekonywać, żeby dziś tam pojechać, a wrócić pociągiem z Otwocka.
Początek jak zwykle w tym kierunku jedziemy wzdłuż torów w kierunku Olszynki Grochowskiej. Droga sama kieruje nas przez tory i w las Olszynki. Tym razem nie trzymamy się torów tylko wjeżdżamy w środek lasu i ścieżkami przedostajemy się na skraj rezerwatu do szlaku rowerowego, którym dostajemy się do ul. Korkowej. Tutaj w sklepie uzupełniamy zapasy wody i batonów. Dalej trasą z wycieczki W SAMO POŁUDNIE dojeżdżamy do MPK.
Zaczynamy razem z zielonym i rowerowym szlakiem, szlaki te po jakimś czasie skręcają a my jedziemy prosto na spotkanie szlaku czerwonego. Będzie on nam towarzyszył przez większą część drogi. Nie mogę się nacieszyć widokami, zapachem i dźwiękami MPK. Tomek jest tu po raz pierwszy i też jest zachwycony, że tak blisko Warszawy są takie tereny.

Co jakiś czas zerkamy na mapę, ale trzymamy się czerwonego szlaku. Raz go gubimy, by po chwili odnaleźć, innym razem niepotrzebnie skręcamy i musimy zawrócić... Piękny leśny krajobraz, wydmy, rozlewiska... Tu jest wspaniale. Większość dróg jest utwardzona, ale zdarzają się też piachy, niestety często w połączeniu z podjazdem lub zjazdem z małej górki. Trzeba też lubić nierówności i korzenie bo też tu występują. To jest las więc jak ktoś chce cały czas mieć równo to pozostają mu miejskie ścieżki rowerowe lub asfalty:/
Bez większych przeszkód docieramy czerwonym szlakiem do Wiązownej. Tu jednak zaczynają się "schody". Szlak wjeżdża do miasta i znika. Jakiś czas udaje nam się jechać tak jak prowadzi mimo, że go nie widać, ale niepotrzebnie jedziemy około 2 km asfaltówką w kierunku Józefowa. Coś nam nie pasuje. Po sprawdzeniu trasy na mapie wracamy w poszukiwaniu rzeki Mienia, wzdłuż której dalej ma prowadzić szlak.
Bez trudu ją znajdujemy, a przed nami najciekawsza część wycieczki. Wąska, kręta ścieżka, między drzewami prowadząca skarpą wzdłuż rzeki. REWELACJA!!! Widoki są SUPER, a zabawa przednia, trzeba tylko uważać by nie spaść wprost do rzeki bo miejscami ścieżka dochodzi na skraj skarpy. Szybka jazda krętym szlakiem prawie wbiła mnie w drzewo, ale tylko je musnąłem rogiem kierownicy :))) na tym odcinku spotykamy imponujących rozmiarów drzewo  , a po drugiej stronie stadninę koni z drewnianymi zabudowaniami, które tworzą klimat kowbojskiego rancza:) Niedługo potem spotykamy szlak rowerowy (nie ma go na naszej mapie), ale musimy odbić razem z naszym czerwonym od rzeki w kierunku wsi Mlądz.
W Mlądzu nie wiem jak, ale gubimy szlak czerwony i niebieskim zmierzamy w kierunku Otwocka. Miasto wita nas uliczkami biegnącymi pośród starych, drewniany wilii w stylu Świder - Majer (informacja od koleżanki z pracy). Widać, że kiedyś było to wspaniałe uzdrowisko. W małym sklepiku posilamy się babeczką oraz uzupełniamy zapasy wody i prowiantu. Chyba nie spalę zbędnych tkanek tłuszczowych bo całą drogę dokarmiam je batonami:))) ale w końcu muszę mieć siłę.
Szlak wiedzie obok dworca PKP Otwock. Sprawdzamy pociągi, którymi możemy wrócić do Wawy (wybieramy ten o 16:19) i ruszamy czarnym szlakiem w kierunku jeziora Torfy. Jeszcze chwilę jedziemy przez miasto, park z dużą fontanną i wjeżdżamy w las. Zaczynamy odczuwać zmęczenie, ale nadal jest fajnie. Raz szlak robi z nas balona i skręca w bok by zawrócić przez chaszcze (tu zaatakowały mnie jakieś wojownicze mrówki) do drogi, którą prowadził wcześniej. Czas ucieka, a jeziora nie ma. W końcu dojeżdżamy, warto było! Słońce skąpane w tafli jeziora, dookoła lasy, jakiś łabędź podpływa do pomostu licząc na kawałek chleba, a pod wodą widać duże płocie. Nie możemy długo napawać się tym widokiem, bo w planach mamy jeszcze odwiedzenie bunkrów, a do pociągu coraz mniej czasu.

Szlak miał nas doprowadzić do bunkrów, musieliśmy jednak minąć je ponieważ znaleźliśmy się daleko za nimi. Nie było już czasu na powrót więc podążając szlakiem czerwonym wyjechaliśmy z MPK w Pogorzeli Warszawskiej. Pociąg mamy za 20 min,a do stacji Otwock 5 km. Lasem nie damy rady więc asfaltówką wzdłuż torów pędzimy ile sił w nogach. Tomek narzeka na ból w kolanie, a mnie od dłuższego czasu ćmi głowa więc nie możemy jechać pełną parą, ale sprężamy się i spokojnie docieramy na stację przed odjazdem pociągu.
Padamy na plastikowe siedziska wagonu do przewozu wózków i rowerów i popijając resztki wody z bidonów zmierzamy w kierunku Warszawy. Na ten weekend nam wystarczy. Tomek nawet nie chce rozmawiać o planach na następny wypad:) Na dziś chłopak ma dość, ale jak go znam szybko wróci do siebie i znów gdzieś pojedziemy. Wysiadam na stacji Olszynka Grochowska, skąd już tylko 2 km do domu. Po drodze narwałem jeszcze trochę bzu.
Parafrazując dialog z filmu, to gdyby ktoś po wycieczce spytał czy były tam bunkry, to bez zastanowienia odpowiedział bym, że bunkrów nie było, ale i tak było zajebiście!!!
środa, 18 maja 2005
W SAMO POŁUDNIE
(Do Maz. Parku Krajobrazowego)

Data: 14 maja 2005
Trasa: 39 km
Skład: Dawid
Mam chwilę więc opisuję kolejną przejażdżkę na moim bike’u.
Od dłuższego czasu planowałem zajrzeć w lasy Mazowieckiego Parku Krajobrazowego (MazPKr). Nadszedł weekend, pogoda sprzyja, tylko nie ma chętnych:( Magda z nosem w projektach, koledzy chorują (biedaki, słabego zdrowia, chyba z wiekiem coraz słabsi:) Nie pozostało mi więc nic innego jak spakować mapę okolic Warszawy ze szlakami turystycznymi oraz ścieżkami rowerowymi i samotnie ruszyć w nieznane:) Nie zerwałem się rano, w końcu była okazja dłużej pospać i trochę poleniuchować po wczorajszej imprezce. Na zegarku dochodzi 12-a, wskakuję na rower i w drogę...
Wspomagając się skrawkiem mapy Wawy ruszam z Wiatracznej wzdłuż prawej strony torów w kierunku stacji W-wa Gocławek.. Podążam głównie ścieżką przy torach, raz czy dwa zahaczam o ul. Makowską, przejeżdżam też na chwilę na drugą stronę torów by pojechać leśną ścieżką Rezerwatu Olszynka Grochowska. Po drodze minąłem też stację W-wa Olszynka Grochowska, parowozownię i lecący górą wiadukt ul. Marsa.

Jest to fajny fragment, który doskonale nadaje się na trasę dojazdową do Wawra, skąd wjazd do MazPKr stoi otworem.
Po kilkunastu minutach wjeżdżam na peron stacji W-wa Gocławek, jadę peronem, aż do przejazdu na lewą stronę torów do ul. Korkowej. Jest tu sklep, można więc uzupełnić zapasy przed dalszą drogą (dalej trudno o wodę i batony). Między domkami przebijam się do ul. Łysakowskiej, przy której znajduje się Park im. Matki Mojej. Park ma charakter typowo leśny, jadąc jego ścieżkami czuję przedsmak leśnej wycieczki.
Dalej muszę przejechać przez osiedla domków jednorodzinnych do ul. Kościuszkowców. Tam powyżej ogrodzonego Rezerwatu im. króla Jana III Sobieskiego jest mały parking i wjazd do MazPKr, od domu przejechałem 8 km.
Zaczyna się tu zielony szlak turystyczny i szlak rowerowy, którym wbijam się w głąb. Przez jakiś czas oba szlaki prowadzą mnie razem, ale po kilkuset metrach zielony odchodzi w prawo, a ja jadę prosto za znakami rowerowymi. Trasa jest dobrze oznaczona więc na mapę zerkam tylko by zorientować się jak daleko zanurzyłem się w las. Tereny są SUPER!!! Jadę leśnymi drogami, czasami muszę pokonać małe pagórki lub niewielkie piaski. Szkoda, że mogę się cieszyć tym wszystkim samotnie. W pewnym momencie muszę przeciąć ruchliwą drogę E 30, ale za chwilę szlak wraca na teren leśny.

Za Wiśniową Górą i Kanałem Wawerskim staję na skrzyżowaniu mojego szlaku z czerwonym szlakiem turystycznym by zorientować mapę. Spotykam innego bajkera, który sprawdza na mojej mapie czy podąża w dobrym kierunku. Życzymy sobie udanej wycieczki i ruszamy każdy w swoją stronę. Biker ambitnie zagłębia się w głąb lasu, a ja postanawiam czerwonym szlakiem ruszyć w prawo w kierunku domu. Jednak jestem zwierzęciem stadnym:), szkoda, że nie udało mi się tym razem nikogo namówić na wycieczkę. Na liczniki około 20 km więc jak wrócę do domu będzie w granicach 40-u, co jak na przed obiadową przejażdżkę wystarczy, tym bardziej, że bidon zaczyna wysychać.
Czerwony szlak jest chyba jeszcze ciekawszy od rowerowego, którym jechałem. Kilka razy przecinam inne szlaki, nie będzie więc problemu kolejnym razem pokombinować z trasą wycieczki. Z lasu wyjeżdżam na ul. Korkową. Gdybym ją przeciął to razem z czerwonym szlakiem dojechałbym do Rembertowa, Zielonki i dalej... Nie lubię asfaltów (chyba, że nie mam już siły i jadę na rezerwie), a sił wciąż nie brakuje, wracam więc do lasu i równolegle do Korkowej jadę w kierunku parkingu z którego rozpocząłem zwiedzanie MazPKr.
Do stacji na Gocławku wracam tą samą trasą, którą tu przyjechałem, a dalej w kierunku Grochowa jadę szlakiem rowerowym, który wiedzie wzdłuż Rez. Olszynki Grochowskiej i dalej skręca do Rembertowa. Ja wjeżdżam do rezerwatu, jest tu całkiem fajnie, kiedyś będę musiał lepiej zbadać ten teren. Odwiedzam Pomnik Poległych w Bitwie Pod Olszynką Grochowską.

Czuję już zapach obiadu i wannę z ciepłą wodą, ruszam więc ochoczo w kierunku domu do ul. Chłopickiego i wzdłuż torów do Wiatracznej. Wdrapałem się z rowerem na ramieniu na 4 piętro, w nogach 39 km, a w pamięci leśne tereny:) Drzwi otwiera mi Magda z uśmiechem na ustach. „Ale się zmachałeś”:) Gdzie tam! Dla mnie to sama przyjemność:)))
Cóż, kolejna wycieczka za mną. Na pewno jeszcze nie raz wybiorę się w te okolice, tereny są rewelacyjne!!! POLECAM!!!
czwartek, 12 maja 2005
NAD ZEGRZE PRZEZ CHOSZCZÓWKĘ
(Wiatraczna – Rondo Starzyńskiego – Choszczówka – Nieporęt – Kanał Żerański – rondo Starzyńskiego –Wiatraczna)
Data: 7 maja 2005
Trasa: 72 km łatwa ale długa
Skład: Mariusz, Sylwester, Dawid
Zamieszczone zdjęcia pożyczyłem z netu. Może kiedyś zastąpię je swoimi.
Przyszedł weekend, a ja zostałem sam w domu. Nadarzyła się świetna okazja na męski wypad rowerowy. Pogoda od kilku dni straszyła deszczem, ale udało się skompletować 3 osobową ekipę. Punkt zbiorczy – Rondo Starzyńskiego, godzina 11:00.
Rano na zmianę słońce i chmury, ale decyzja podjęta- JEDZIEMY:))) !!!
10:15 wychodzę z domu zaopatrzony w Snikersa, suszone morele, pełen bidon i parę groszy.
Standardowo ruszam w kierunku Waszyngtona i wzdłuż Parku Skaryszewskiego docieram do Stadionu i w dół do mostu Świętokrzyskiego, gdzie wjeżdżam w prawo na ścieżkę rowerową biegnącą prawą stroną brzegu Wisły. Dalej przejeżdżam przez ulicę na szlak (chyba żółty) biegnący wzdłuż parkanu ZOO w kierunku mostu Gdańskiego. Trzymając się szlaku można tym mostem przejechać przez Wisłę, ja jednak skręcam w prawo i po kilkuset metrach jestem 15 minut przed czasem w miejscu zbiórki. Za sobą mam 8,5 km, słońce świeci, chłopaków jeszcze nie ma więc dla zabicia czasu trochę się rozciągam.
Bracia z uśmiechem podjeżdżają na swoich nowiutkich rumakach. Krótko ustalamy szczegóły trasy i ruszamy wzdłuż Jagiellońskiej i zaraz za wiaduktem skręcamy w prawo w Golędzinowską, która prowadzi nas do drogi technicznej PKP. 
Jest to świetna trasa dojazdowa do Kanału Żerańskiego lub do Choszczówki (Początek Lasów Legionowskich). Jest to szeroka asfaltowa droga około 5 km między torowiskami. Podczas drogi w obie strony, mijał nas tylko jeden samochód:)
Dojeżdżamy w okolice terminalu Kolspedu, wyjeżdżamy w kierunku Kanału Żerańskiego i w lewo w ul. Marywilską. Dalej Marywilską pędzimy w kierunku Smugowej jednak opady deszczu krzyżują nam plany. Zalegamy na przystanku koło sklepu z logo Browrów Królewskich. Nie ma to jak łyk piwa w deszczowy dzień... niestety nic z tego w sklepie nie ma piwa:( no to pięknie, to my tu na deszczu, wilki jakieś, a nawet piwa nam nie sprzedadzą:/
Trudno, przeczekaliśmy ulewę posilając się czekoladą i morelami. Po 40 minutach ruszyliśmy w kierunku ul. Lemiesz, która doprowadza nas do Ziołowej. Skręcamy w lewo, dojeżdżamy do asfaltu (ul. Bohaterów) i w prawo. Na zakręcie jedziemy prosto drogą leśną (ul. Lidzbarska).
Trochę klucząc między nowymi domkami, polami i skrawkami lasu docieramy do Choszczówki i wbijamy się prosto w las. Po jakimś czasie trafiamy na żółty szlak, który prowadzi do Nieporętu. Alternatywą było pokręcenie się po Lasach Legionowskich, ale my za cel obieramy sobie Zalew Zegrzyński. Szlak jest nieźle oznakowany i naprawdę przyjemny, zwłaszcza w części prowadzącej przez lasy.
Dość szybko docieramy do Nieporętu. Coś byśmy zjedli, zaczyna padać, a nie ma żadnej fajnej knajpki w zasięgu wzroku. Nie przejmując się deszczem postanawiamy skoczyć nad Zalew do knajpki Windsurfingowców na piwo i kiełbaskę z grilla:) Pogoda ani słoneczna, ani wietrzna więc tłumów nie ma. Na szczęście grill się grzeje, a z kraników leci zimny, złocisty płyn. W oczekiwaniu na kiełbaski pijemy piwo i podziwiamy widoki.

W chłodny dzień, po 36 km kiełbasa smakuje wyśmienicie. Zamawiamy kolejne piwo i między innymi dwie kaszanki. Ku naszemu zdziwieniu dostajemy białą kiełbasę. Nasze zdziwienie potęguje jeszcze pewność w głosie obsługi, że to taka biała kaszanka, taką im przywożą, hehehe. Spoko, dla nas może być i biała kiełbasa, zwłaszcza, że jest smaczna, a w cenniku droższa od kasznki:)
Raz słońce i ciepło, raz deszcz i zimny wiatr. Przy kolejnym rozpogodzeniu ruszamy w drogę powrotną. Najpierw kierujemy się do Nieporętu, gdzie za wiaduktem kolejowym trzeba skręcić w lewo. Po 100 metrach jesteśmy nad kanałem. który prowadzi nas aż do wjazdu na znaną już drogę techniczną PKP. Odcinek wzdłuż kanału jest dość barwny i prosty, w sam raz na powrót z dłuższej wycieczki. Droga PKP doprowadza nas do miejsca wspólnego startu.
Aby miło zakończyć męski wypad postanawiamy razem ruszyć do wspomnianego w poprzedniej wycieczce piwnego baru z PRL-owskim klimatem. Najpierw do Mostu Gdańskiego, przy którym zjeżdżamy na ścieżki prowadzące przez rozlewiska Wisły. Fajny klimacik jak na centrum miasta:) Wąskie ścieżki między drzewami bardzo przypadły mi do gustu:) Mostem Świętokrzyskim przedostajemy się do baru po drugiej tronie Wisły i przy piwku wspominamy przejechane kilometry i marzymy o fasolce po bretońsku, która czeka w domu na Mariusza.
Czas się pożegnać i wracać do domu. Już tylko 6 km i czeka na mnie wanna i ciepłe jedzenie, które muszę sam przygotować. Pierwsza w tym roku dłuższa wycieczka:) za mną. Nie mogę się doczekać następnej. Może uda się zebrać większą ekipę damsko – męską?
środa, 11 maja 2005
PRZEZ PARK SKARYSZEWSKI NAD WISŁĘ
Data: 3 maja 2005 Trasa: 15 km bardzo łatwa Skład: Magda, Dawid
Ze względu na brak czasu, wykręciliśmy tylko 15 km, z których większość przejechaliśmy po Parku, potem obok Stadionu 10-lecia pojechaliśmy do mostu Świętokrzyskiego, którym przedostaliśmy się do ścieżek rowerowych po drugiej stronie Wisły. Przejechaliśmy obok trzech różowych łosi pasących się tuż przy starym, klimatycznym barze piwnym rodem z PRL, który bez stylizacji, w naturalny sposób zachował swojski klimat:) (Królewskie można tu wychylić za jedyne 3,80 PLN:) i wróciliśmy tą samą trasą do domu.

Choć Park Skaryszewski nie jest duży to dla osób z Grochowa jest całkiem fajnym miejscem na małą przejażdżkę (np. po pracy). Nie polecam głównych alejek, a raczej boczne ścieżki, mostki, jest też górka z małym zjazdem między drzewami po korzeniach :):):) i inne miejsca, które mogą dać trochę radości. Na terenie Parku znajduje się Jezioro Kamionkowskie oraz Stawy Kowcze, a także boiska, korty, polanki. Są też knajpki, w których można uzupełnić np. braki płynów:)
URSYNÓW - GROCHÓW (szlakiem kaczek)
Data: 30 kwietnia 2005
Trasa: 23 km łatwa
Skład: Magda, Dawid
Majowy weekend nadszedł w objęciach promieni słonecznych więc mogliśmy zrealizować plan przejechania rowerami z Ursynowa na Grochów. Trasę zaplanowałem tak by było jak najprzyjemniej i jak najbliżej natury.
Ruszamy ścieżką rowerową wzdłuż ul. Belgrackiej w kierunku ul. Nowoursynowskiej, która wita nas ciszą Rezerwatu Las Natoliński z jednej, a osiedlem domków szeregowych z drugiej strony. Wydeptane ścieżki wzdłuż drogi z kostki brukowej, przeplatane piaszczystymi rozkopami prowadzą nas do stadniny koni SGGW. Piwne parasole barku znajdującego się na terenie stadniny zachęcają by zrobić przerwę, ale to dopiero początek wycieczki więc skręcamy w prawo mijając chmielowe źródełko:(
W oczy rzucają się stare wiejskie chaty, wciąż zamieszkałe, które kontrastują z mijanymi wcześniej nowoczesnymi osiedlami. Teraz 20 metrowy zjjaaaazd:)))) po piachu i kamieniach wyprowadza nas w pole... wilanowskie. Krajobraz pozwala zapomnieć, że jesteśmy w Warszawie.
Po około 2 kilometrach przecinamy ścieżkę rowerową biegnącą wzdłuż ul. Przyczółkowej w kierunku Powsina i za kilkaset metrów robimy zdjęcia z kaczkami pływającymi po jeziorze Powsinkowskim. Ruszamy dalej ul. Vogla przez most oddzielający wcześniej wspomniane jeziorko od jeziora Wilanowskiego. Po prawej warto jeszcze spojrzeć na wodę, ale już za chwilę w oddali widać ruiny zameczku, zapewne kiedyś był to dom schadzek Jana III Sobieskiego, który pod osłona nocy wymykał się tam ze swojej rezydencji w Wilanowie (przyp. autora:). Dalej pole golfowe, a raczej stanowiska do posyłania piłek w dal (kto je zbiera??? Zielona trawa usłana jest tysiącem białych piłek).
 (j.wilanowskie)
Ulicami Sytą i Zaściankową jadąc między nowymi osiedlami i domkami jednorodzinnymi docieramy do Wału Zawadowskiego. Wspinamy się na niego i jedziemy w lewo wzdłuż Wisły, aż do mostu Siekierkowskiego (jadąc w prawo można dojechać do Konstancina). Tu krajobraz ponownie pozwala nacieszyć oczy. Z prawej bujna przyroda na terenie rozlewisk Wisły i śpiew ptaków, a z lewej pola. U podnóża wału mijamy konia zaprzęgniętego w wóz drabiniasty (ja naprawdę jestem w Warsawie?:)
Mostem Siekierkowskim przedostajemy się przez Wisłę, skręcamy w lewo i zaraz w prawo w ul. Fieldorfa, która prowadzi nas przez Gocław, aż do Kanału Kamionkowskiego, za którym skręcamy w lewo i jedziemy wzdłuż wody. Znów robi się przyjemnie, woda, czcinki, kaczki:) Po paru minutach robimy przerwę nad sztucznym zbiornikiem wodnym, wokół, którego są alejki i ławeczki. Przyjemny klimat mącą klnący wędkarze odbijający kolejną flaszkę. W końcu coś się chłopakom należy od życia, mają długi weekend, a z tego co mówią wynika, że ich żony to niezłe jędze:) Zaczynamy czuć oddech Pragi.
Ruszmy dalej, mijamy kolejne jeziorko, za którym przedostajemy się podziemnym przejściem pod al. Stanów Zjednoczonych. Dalej kanałek prowadzi nas wśród działek, z których większość kwitnie czerwonymi tulipanami i drzewkami owocowymi. Po kanale pływają małe kaczuszki, są takie fajne. Szkoda tylko, że muszą pływać pomiędzy puszkami po piwie i innymi śmieciami. „...Polska, mieszkam w Polsce, mieszkam tu tu tu...” to czemu śmiecę? Niestety wciąż mało osób zadaje sobie to pytanie:( i wyciąga wnioski!
Dalej trasa bez fajerwerków wzdłuż ul. Waszyngtona (można tu odbić do Parku Skaryszewskiego, ale my wracamy do domu)w kierunku Wiatracznej.
Druga wycieczka w tym roku zakończona:):):) Jest to całkiem fajna droga pomiędzy Ursynowem, a Grochowem. Można ten odcinek przejechać krótszą i szybszą drogą, ale na pewno nie przyjemniejszą /pomimo praskich klimatów:( Polecam!!!
PRZEZ KABATY DO POWSINA (rozruch po zimie)
Data:24 kwietnia 2005 Trasa: 16 km bardzo łatwa Skład: Magda, Dawid
Po długiej zimie nie mogłem doczekać się kiedy wsiądę na wysłużonego Schwinn’a i poczuję wiatr opływający moje gładkie czoło:). Chęci na rowerową wycieczkę były duże, pozostawał tylko problem braku roweru dla mojej Magdy. Po odrzuceniu ofert tanich rowerów marketowych i drogich firmowych bike’ów zdecydowaliśmy się na rowerek Decathlon Rockrider 5.0 Oto on:

Jest to chyba całkiem solidny rowerek za w miarę przystępną kaskę (559 PLN z możliwością rozłożenia na 5 nieoproentowanych rat i 0% prowizji:)), zrobiony na firmowych częściach takich firm jak Shimano, Sram, RST (oczywiście są to części z dolnej półki cenowej tych firm). Rama mimo, że stalowa ma przyzwoitą wagę, rower jest dość lekki, tzn. dużo lżejszy od marketowych, a tanie firmowe alu nie są zauważalnie lżejsze. Oczywiście to moja subiektywna ocena.
Nareszcie niedziela!!! Mamy cały dzień wolny, za oknem piękne słońce:) Wreszcie możemy wskoczyć na nasze rowerki i rozpocząć sezon, mam nadzieję wspaniałych wspólnych wycieczek. Na pierwszy raz zaplanowałem, krótką wycieczką po Kabatach oczywiście z postojem w Powsinie, w którym spędziliśmy godzinkę wygrzewając się na trawce, popijając piwo i herbatę (co kto lubi:). Tylko czemu tu tyle ludzi:( Nie obyło się bez małej regulacji przerzutek (dobrze, że Decathlon daje jeden darmowy przegląd z regulacją w ciągu 3 miesięcy od zakupu:)
 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
Sezon rozpoczęliśmy gdy licznik na moim rowerze wskazywał 2181 km. Zobaczymy co tam będzie widniało za kilka miesięcy. Kolejne wycieczki mam nadzieję będą dłuższe i w mniej uczęszczane miejsca, ale na początek musimy się trochę rozkręcić i dopasować tyłki do siodełek:) Na razie dopisaliśmy 17-ie leśnych, słonecznych kilometrów. Było naprawdę miło pooddychać pełną piersią, złapać pierwsze ciepłe promienie słońca i poczuć atmosferę letniej wycieczki rowerowej. Już za tydzień Majowy weekend i mam nadzieję znów trochę popedałujemy:) w pięknych okolicznościach przyrody!!!
POWITANIE
Jeśli ktoś tu zajrzał to witam serdecznie!

Sport i przyroda są tym co tygryski lubią najbardziej (innymi przyjemnościami też nie gardzą:) więc jazda na rowerze górskim jest świetnym sposobem na połączenie tych rzeczy w jedno, czyli aktywne spędzanie czasu w "pięknych okolicznościach przyrody".
Aby na dłużej zachować wspomnienia, a także dokumentować wycieczki z opisem przejechanych kilometrów postanowiłem pisać "Pamiętnik rowerowy". Chciałbym zawsze i prawie wszędzie mieć do niego dostęp więc powstaje on właśnie tu. To mój pierwszy blog więc zobaczymy co z tego wyjdzie. Komu w drogę, temu ROWER!!!
|